W poniedziałek organmistrz rozpoczął rozbiórkę naszych organów. Zdemontowano miech, wiatrownice i piszczałki prospektu — te największe, widoczne od strony nawy. Wszystko pojechało do warsztatu w Elblągu, gdzie prace potrwają do wiosny.
Na chórze zostały puste ramy i szafa organowa, której nie ruszamy — jest zabytkowa i pozostaje na miejscu przez cały czas remontu. Konserwator obejrzał ją przy okazji demontażu i orzekł, że drewno jest w dobrym stanie, choć wymaga oczyszczenia.
Instrument zastępczy, cyfrowy, wypożyczony na cały okres prac, stanął w kościele i został nastrojony w piątek. Nie zastąpi starych organów, ale pozwoli prowadzić śpiew normalnie. Pan Jerzy Wałdoch prosi o wyrozumiałość — brzmienie jest inne i sam musi się do niego przyzwyczaić.
Przy demontażu znaleziono w miechu kartkę z 1953 roku, z podpisem organmistrza, który wykonywał wtedy naprawę, i notatką o wymianie skóry. Kartkę zachowamy; wróci na swoje miejsce razem z odnowionym miechem, a my dołożymy do niej własną.
Zakończenie pierwszego etapu przewidujemy na wiosnę. Drugi etap — kontuar i strojenie całości — będzie wymagał kolejnej zbiórki.